piątek, 6 stycznia 2017

„Powód” (SasuSaku)

M&A: Naruto
Pairing: SasuSaku
Ograniczenie wiekowe: 15+
Kategoria: Romans, Shinobi, Po wojnie, Przyszłość
Od autorki: Jednopartówka napisana na konkurs na Wywiady z autorami blogów M&A. Wprawdzie nie zajęłam żadnego miejsca, ale w jakiś sposób jestem z siebie dumna, bo to pierwszy napisany przeze mnie tekst po kilku miesiącach zwłoki. Chyba było mi to potrzebne, bo dzięki temu mogłam ruszyć dalej z pisaniem The Silent Scream, ale tak czy tak dopiero konkurs mógł mnie zmotywować do napisania jakiegokolwiek one-shota, sama nie miałam na to siły. Może nie jestem z tego tekstu jakoś bardzo zadowolona, bo widziałam to zupełnie inaczej, ale cóż, wyszedł jak wyszedł.
Zapraszam do czytania! :)



Srogi śnieg kontrastował z nocnym niebem, ale w oczach Sakury zjawiska te były tak samo piękne. Drepcząc wśród białego puchu, zostawiając po sobie kolejne ślady, spoglądała w górę. Obserwowała czerń za gwiazdami, dopatrując się w niej głębi niczym w oczach, za którymi tęskniła najbardziej.
Noc jedna z wielu, w której przypominała sobie o tym, jak bardzo niegdyś Sasuke nienawidził jej, Naruto i wszystkiego, co zostawił daleko za sobą. Jak bardzo chciał to wszystko zniszczyć, roztrzaskać, obrócić w popiół. I w tej czerni, w tych gwiazdach zawsze szukała nadziei. Dziewczyna nigdy nie pozwoliła, aby jej zabrakło. Odkąd pamiętała wraz z Uzumakim była w stanie zrównać góry z ziemią dla niego, a on mógł odnajdywać kolejne i za kolejnymi się ukrywać.
Młoda Haruno przeczesała bladą dłonią różowe, miękkie włosy i spuściła wzrok; w końcu musiała zejść na ziemię. Ale tam, gdzie pozostawała nadzieja, była również szansa i dzięki temu pojawiły się takie szczyty, których nie mógł, nie potrafił pokonać, a ona wciąż go kochała.

***

Trzask lodu rozszedł się po leśnej okolicy, a Sakura wzięła kolejny głęboki oddech i poszła o krok dalej. Do końca drogi składającej się z zamrożonej wody zostało jej jeszcze — przy dobrych wiatrach — kilkadziesiąt metrów. Przejście przez dawny wąwóz, sztucznie zalany wodą, był jedyną możliwością, aby tutejsi niebezpieczni shinobi jej nie wykryli. Miała za sobą długą noc, podczas której zabrakło czasu na sen. Niemalże opadła z sił już ponad dwie godziny temu — nawet nie zaleczyła ran powstałych w wyniku długiej walki. Jej chakra została wyczerpana do minimum i nie zamierzała zwracać na siebie uwagi przez aktywację Byakugou. Musiała wytrzymać jeszcze trochę.
Ściągnęła z głowy kaptur, który od kilku minut ograniczał jej ruchy i zmysł słuchu, a po chwili zlodowaciała tafla wody wydała z siebie kolejny ostrzegawczy odgłos. Kunoichi marzyła o znalezieniu się już pod ciepłą kołdrą i uzasadnionym — bardzo uzasadnionym! — przeklinaniu woli Hokage. Nie miała zamiaru skończyć w strudze, nie zgadzała się na to. Zerknęła w bok, ponieważ coś innego przykuło jej wzrok; może miała już urojenia albo ktoś ją obserwował. Ktoś bardzo dobrze ukryty, bo gdy Haruno omiotła spojrzeniem okolicę, nie zauważyła niczego podejrzanego. Pociągnęła nosem, odwróciła się i poszła dalej, ignorując kolejne trzaski; nie mogło spotkać jej nic złego, nie, jeśli misja poszła jak z płatka. Pozostało już tylko wrócić do domu. Wrócić. Do. Domu.
Odetchnęła, gdy spostrzegła prostą drogę w górę, z dala od niepotrzebnych osad. Wystarczyło kilka szybkich susów i mogła pożegnać się z nieprzyjaznym, czyhającym na nią lodem, pod którym skrywała się bardzo, bardzo zimna woda. Niespodziewanie nogi Sakury zadrżały i stanęła w bezruchu, gdy usłyszała i poczuła pęknięcie. Ogromna, gruba rysa przecinała podłoże tuż pod jej stopami i wystarczył jeden zły ruch, a Sakura mogłaby zamarznąć na dnie rzeki. Dopiero po chwili zrozumiała jedną, istotną rzecz: to nie ona spowodowała tak ogromne pęknięcie. Z pewnością więc nie stała tutaj sama. Ktoś od dłuższej chwili skradał się za nią, niesamowicie cicho, ostrożnie, co spowodowało u niej strach przed spojrzeniem w tył. Ale przecież była shinobi, do cholery! Wyciszyła się i dokładnie wsłuchała w otoczenie; nic. Powoli, jakby ktoś wbrew jej woli zwolnił tempo, odwróciła się i zamarła. To nie żaden psychol, zboczeniec czy inny nieproszony człowiek od kilku minut trzymał się jej ogona. Jak ognia unikała ciskających w nią piorunami czarnych, głębokich ślepi, nie chcąc wzbudzać większej agresji w przeogromnej zwierzynie. Sakura nie była pewna czy stworzenie bardziej przypominało jej wilczura o kolosalnych rozmiarach, czy może niedźwiedzia polarnego; jego kły wyłaniające się z długiego pyska ociekały krwią, a potężne łapy zwieńczone były ostrymi pazurami. Stworzenie wielkością mogłoby zostać porównane do słonia.
Kunoichi słyszała o tutejszych zwierzętach; grasujące od lat w tych terenach, przebiegłe, szybkie, wygłodniałe bestie, których nie sposób usłyszeć. Poruszały się niesamowicie cicho, bezszelestnie, aby móc upolować ofiarę — nie zawsze w celu pożywienia.
Kurwa — syknęła Sakura, a odrobina gęstej pary uciekła z jej ust; miała tak mało sił i żadnej odpowiedniej broni, aby bezproblemowo zabić zwierzę.
Czarne ślepia stworzenia emanowały głodem i tylko jedno wiedziała teraz Sakura: miała zostać jego pożywieniem.
— „Chrupek” — pomyślała. — „Idealne imię dla mojego mordercy”.
Ostrożnie cofnęła się, nie spuszczając wzroku z dzikiego zwierzęcia. Gdyby miała łuk i strzały — mogłaby go zestrzelić. Tymczasem nie była wyposażona w żadną broń; wszystko przepadło kilka godzin temu, w nocy. Sakura zastanawiała się, czy zdąży się odwrócić i pobiec do najbliższej ściany, po której mogłaby się wspiąć i zanurzyć w gęstej puszczy; szybko doszła do wniosku, że to jedyna jej okazja na ucieczkę, więc nie zastanawiała się dłużej. Ile sił w nogach, rzuciła się do biegu, a zapadający się kilka metrów za nią lód uświadomił ją, że bestia postanowiła dogonić swoje jedzenie.
Bestia, która była w tym momencie tuż za nią.
Bestia, która była szybsza od niej.
Bestia, przez którą lód pod nogami Sakury niespodziewanie rozstąpił się, a piekielne otchłanie mrożącej krew w żyłach wody pochłonęły i zwierzę, i młodą kunoichi.

***

Przenikliwy chłód docierał do każdej komórki w organizmie Sakury. Dłonie miała odrobinę odrętwiałe tak jak resztę ciała, o czym przekonała się kilka chwil później. Podejrzewała jednak, że gdyby obudziła się dużo wcześniej, odczuwałaby to o wiele mocniej.
Usiłując przypomnieć sobie, co przyczyniło się do utraty przytomności — zimna woda, wyczerpanie, szok lub coś innego — przekręciła się na drugi bok. Niespodziewanie do dziewczyny dotarł jeden ważny fakt: oddychała, czuła. Żyła. I z pewnością nie wydostała się sama z lodowatej wody, a skoro leżała na ziemi przykryta grubym płaszczem, nie cud ją ocalił.
Właśnie. Leżała na ziemi przykryta grubym płaszczem. Sakura dźwignęła się gwałtownie do góry, jakby ponownie trafiła wśród tafle lodu. Poczuła nieprzyjemny, zimny wiatr na nagiej skórze i dopiero wtedy zorientowała się, że została pozbawiona ubrań; osoba, która ją ocaliła, pozostawiła ją w samej bieliźnie. Nie musiała jednak szukać daleko — jej podarte ubrania zostały rozwieszone nad ogniskiem, na tyle wysoko, aby nie zostały spalone. Domyśliła się, że w mokrym stroju prawdopodobnie by zamarzła.
Haruno długo nie rozmyślała nad swoim obecnym stanem, kiedy upewniła się, że wszystko z nią w porządku. Jej umysł pochłonęła o wiele ważniejsza kwestia: kto ją uratował, rozebrał i zostawił? Czy miała jeszcze spotkać swojego wybawcę?
Ostrożnie się rozejrzała; wśród gęstego, zielonego, sosnowego lasu dostrzegała jedynie piękny, biały śnieg. Ani śladu zwierząt, ludzi czy innych terenów — znajdowała się więc daleko od miejsca spotkania bestii. Czymkolwiek była, Sakura miała nadzieję, że zatonęła w mroźnej otchłani i słuch po niej zaginął.
Otuliła się szczelnie ciemnym materiałem i wstała. Pośpiesznie rozejrzała się za obuwiem; nie miała zamiaru stawać na śniegu boso i poczuła ulgę, gdy ujrzała parę suchych butów tuż obok posłania. Szybko w nie wskoczyła i bez zbędnych ceregieli podeszła do ubrań. Podejrzewała, że jej wybawca niebawem się tu zjawi — skoro już ją uratował, prawdopodobnie upewni się, że dziewczyna się wybudziła i zapewne nie zostawiłby jej swoich rzeczy. Sakura z kolei nie miała ochoty witać tej osoby w samej bieliźnie, dlatego ignorując wilgoć na odzieniu, szybko się ubrała.
— „Najchętniej bym stąd uciekła” — przyznała w duchu, jednak nie miała powodu do paniki. Jeśli miałaby zostać skrzywdzona, stałoby się to, gdy była nieprzytomna. Zżerała ją w tym momencie ciekawość, a jeśliby czmychnęła obok tej ciekawości pojawiłoby się poczucie winy.
Przystawiła sine dłonie bliżej ognia i poczuła przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele. Tęskniła za domowym kominkiem albo chociaż gorącym ramen prosto od Ichiraku. Była cholernie wdzięczna losowi za to, że jeszcze będzie mogła tego doświadczyć.
Zadrżała, gdy usłyszała kroki — gdzieś w oddali, gdzieś za sobą. Wystarczyła chwila, aby je rozpoznać, aby przypomnieć sobie typ chakry. Wystarczyła chwila, aby wiedzieć, przez kogo została uratowana. I chwila, by ogarnął ją paraliżujący strach, przez który nie mogła się odwrócić.
Jednak zrobiła to. Poruszała się jak mucha w smole, nie dowierzając, zdając sobie sprawę, że to nadzieja doprowadziła ją aż tutaj. Nocne niebo w jego oczach, surowość przemieszana z ciepłem w spojrzeniu, nikły uśmiech na ustach i cholerna tęsknota w jej wnętrzu.
Sasuke stał przed nią, po prawie trzech latach odkąd widziała go ostatni raz i już wiedziała, że znowu dostała od niego szansę na dalsze życie.
Głupia — wypowiedział cicho i podszedł do dziewczyny, wyciągając dłoń i dotykając kilku kosmyków różowych włosów. Na twarz Sakury wdarły się rumieńce, a zaraz za nimi szczery uśmiech. W jednym momencie przestała odczuwać zmęczenie i chłód.
Nie spodziewałam się tutaj ciebie. Uratowałeś mnie — rzekła, przechylając głowę na bok. — Dziękuję.
Spojrzenie Uchihy nie wyrażało nic. Sakura zastanawiała się, czy pozytywne emocje, jakie widziała u niego jeszcze chwilę temu, nie przywidziały jej się — teraz nie było po nich ani śladu, a wróciła znana jej obojętność. Kunoichi przebiegł dreszcz, kiedy opuszczając rękę, przejechał po jej ramieniu. Zapragnęła czuć jego dotyk o wiele dłużej niż sekundy.
A ja nie spodziewałem się po tobie takiej lekkomyślności. Niewiele brakowało, a skończyłabyś jak tamto zwierzę — odparł i odwrócił się, aby złapać za koc wyłożony na ziemi i schować go. Sakura poczuła wstyd, ogromny wstyd i zdecydowanie wolałaby znaleźć się teraz w swoim pokoju. Nie potrafiła zaprzeczyć jako shinobi omal nie zginęła w tak niedorzecznej sytuacji. Na dodatek świadkiem tego musiał być akurat ten, na którym zależało jej najbardziej. Znów poczuła się tą samą małą Sakurą sprzed kilku lat. Jednak nie trwało to długo, bo szybko zastąpiła to czymś bardziej zajmującym. Zignorowała zmarznięte dłonie, policzki, uszy i spojrzeniem pochłaniała coraz więcej tego cudownego obrazu. Jego krucze włosy, jasną cerę, sylwetkę.
Akurat ty — wyrzuciła z siebie słowa, kotłujące się w niej od kilku minut. Dziewczyna nieprędko zauważyła, że wraz z tymi krótkimi wyrazami zaczęła drżeć, bynajmniej nie z zimna.
Drobny śnieg prószył na porywistym wietrze i pozwalał, aby przebijała się przez niego ta piękna czerń, kiedy zerknął na Sakurę.
Stała w bezruchu, oczekując czegokolwiek, nie wiedząc czego. Reakcji, dzięki której uwierzyłaby, że jej słowa wywarły na nim jakiekolwiek wrażenie.
Sasuke — mruknęła, ponaglając go. Chciała znać odpowiedzi i doskonale wiedziała, że nie musiała zadawać pytań. Głos kunoichi miał nieodgadniony ton, spowodowany zmarzniętą buzią. Pociągnęła nosem i podeszła bliżej bruneta.
Bałem się, Sakura. Bałem się. Gdy zobaczyłem, jak ten lód pęka… Cholera by cię, Sakura. — Zacisnął pięść. Młoda Haruno niespodziewanie zdała sobie sprawę, że na jej ramionach spoczywał czarny płaszcz Uchihy. Co innego jednak przykuło jej uwagę. Sasuke Uchiha przyznał się do strachu. Strachu o nią. Nie miała pojęcia, jakie zmiany zaszły w nim przez ostatnie trzy lata, ale już zauważała te pierwsze.
Gwałtownie pokręciła głową.
Przepraszam. Przepraszam, Sasuke — szeptała. — Ale czemu ty? Zjawiasz się teraz. Po trzech latach. Miałeś wrócić… Obiecałeś. — Wstrzymała oddech, starając uspokoić się ogarniające ją emocje. Od wyrzutów, zdenerwowania, smutku, przez zaskoczenie, roztrzęsienie, aż do radości i miłości. Nagle coś nią wstrząsnęło, niespodziewanie, gwałtownie. To przyjemne ciepło rozchodzące się po jej ciele, począwszy gdzieś od serca. Jak ona cholernie tęskniła!
Przeklęła pod nosem, gdy zapiekły ją oczy. Stał tak blisko, tuż obok, kilka kroków od niej. Tyle czekała na ich spotkanie, na dotrzymanie jego słowa. I miała ochotę pięścią bić w ścianę, i może też go utulić, i na darmo te chęci.
Trzy pieprzone lata.
Dotrzymuję obietnic, a nasze dzisiejsze spotkanie to tylko przypadek. — Kiedy znalazł się centymetry od Sakury, ledwo pamiętała o oddychaniu. — Mówiłem ci, Sakura. Wciąż pozostały sprawy, które muszę dokładnie przemyśleć.
Skuliła się i spuściła głowę, pozwalając różowym pasmom skryć czerwone policzki. W zielonych oczach zagościło zdumienie, gdy szybko, acz delikatnie, ułożył silną dłoń na jej gładkiej, zimnej szyi. Cudem utrzymała równowagę, kiedy setki motyli wzbiło się w powietrze, gdzieś w pobliżu żołądka, nie znajdując jednak wyjścia i trwając w szaleńczym tańcu. Ten jeden dotyk — tak wiele znaczył, a było go zdecydowanie za mało! Szybko jednak nadeszła kolejna fala ciepła: Sasuke bez skrępowania oparł swoją głowę o jej czoło, pozwalając kosmykom włosów smyrać twarz Sakury.
I choć nie było to na miejscu, jej uwagę przykuły cudowne, niemalże proszące o większą uwagę usta bruneta.

***

Była pod wrażeniem. Naprawdę była pod wrażeniem, gdy usłyszała śmiech Sasuke. Skończyła opowiadać kolejną historię odnoszącą się do ostatnich wydarzeń w Konoha, a Uchihę najzwyczajniej w świecie to bawiło.
Naruto cię nie pozna. Prawdopodobnie uzna, że ktoś się pod ciebie podszył — rzuciła bezmyślnie, bawiąc się palcami. Nie była pewna czy słusznie i z szybciej niż dotychczas bijącym sercem wyczekiwała odpowiedzi. W ciągu kilku sekund do jej głowy wpadło wiele scenariuszy, ale najbardziej obawiała się jego ponownego zamknięcia na te pozytywne uczucia. Co to, to nie! Sakurze jak najbardziej odpowiadała taka zmiana w ukochanym i wiedząc, że po powrocie do wioski wyjdzie mu to na dobre, nie zamierzała pozwolić mu na ponowne izolowanie się od uczuć.
Dlatego skrycie obawiała się jego reakcji po tej impulsywnej uwadze.
Na Sasuke jednak nie zrobiła ona wrażenia.
A dlaczego ty tak nie uznałaś? Spotykasz mnie nagle, w dodatku sama, podczas misji. Wciąż są ludzie, którzy życzą mi nie najlepiej. Byłoby dla nich niezłą zabawą podszyć się pode mnie, odstawić niekorzystną szopkę i zrzucić wszystko na mnie. Nie uważasz?
Przyznała mu rację, ale ona wiedziała. Od początku wiedziała, że stał przed nią Sasuke Uchiha we własnej osobie, a wystarczyło jej tylko zagłębić się w otchłani jego oczu. Ale jak mogła mu wyznać, że była tego pewna dzięki gorącu, jakie ogarnęło jej ciało. Dzięki radości, jaka zagościła w jej umyśle. Miłości, która wypełniła jej serce.
A jednak mogła, kiedy to przed oczami stanął jej moment ich pożegnania, tuż po wojnie. Przecież był tak blisko!
Czuję to, Sasuke. Po prostu. I może nie potrafię tego wytłumaczyć, ale niezależnie od tego, jak bardzo się zmieniłeś… to wciąż jesteś ty, w głębi ten sam. Dlatego jak bardzo absurdalne nie byłoby twoje zachowanie… ja i tak wiedziałabym doskonale, że to ty stoisz przede mną.
Żar przyjemności pochłonął ją całą, gdy zatopili się w kolejnych objęciach, pochłonęły ich kolejne rozmowy i tylko oni jedni wiedzieli, co czynili przez resztę godzin tego śnieżnego dnia. Potem było już tylko spokojniej, mniej tęskno i nawet goniący ich czas nie miał większego znaczenia.
Aż do poranka, w którym to Sakura — szczęśliwa, zakłopotana — wygramoliła się z ramion mężczyzny i dopadła ją myśl o powrocie. Cholernym powrocie i kolejnym rozstaniu.

***

Podróżowali w ciszy i właścicielka włosów o różowym odcieniu mogłaby przysiąc, że nikt nie posądziłby ich o wszystkie te rzeczy, których dopuścili się poprzedniego dnia. Słyszała tylko śpiewy ptaków i z oburzeniem stwierdziła, że w tamtej chwili nawet one miały sobie więcej do powiedzenia.
Ukradkiem zerknęła na Uchihę — wysokiego, potężnego, przystojnego, cholernego — który kroczył zaledwie metr przed nią. Zbliżali się do Konohy i rozrywało jej serce na myśl o pożegnaniu. Naraz do jej umysłu napłynęły wszystkie ich rozłąki i z przykrością odkryła, że wszystkie były spowodowane jego odejściem. Ani jednej takiej, w której to ona zostawiała go gdzieś w tyle! Z drugiej strony — mogła się tym poszczycić; nigdy go nie opuściła, ale myśląc w ten sposób o sobie, musiałaby nadal obwiniać jego. Wokół nich panowała zamieć, a Sakura niechętnie wspominała ich rozstanie blisko sześć lat temu. Wtedy wszystko wyglądało zgoła inaczej, wiele rzeczy rozumowała na swój sposób — jak z biegiem czasu się okazało, zupełnie źle. Ona i Naruto — do końca wierzyli w więzi ich trójki, ale w pewnym momencie przekonani byli o nienawiści Uchihy. I to nie była nienawiść, to nie była żałość, nie względem przyjaciół. To było coś silniejszego, co Sakura potrafiła zauważyć dopiero po wojnie.
Nie byli jedynie przyjaciółmi. Byli kimś więcej i nie rozchodziło się jedynie o relacje damsko-męskie.
Byli rodziną. Podporą Sasuke, która z czasem stała się przeszkodą na drodze do zemsty. Której trzeba było się pozbyć i zapomnieć.
I nawet jeśli gdzieś tam po drodze w sercu Uchihy tliły się negatywne emocje względem Drużyny Siódmej, nie pojawiły się one tam bez powodu.
Sakura zanurzyła nos w czarnym, długim i niesamowicie ciepłym płaszczu — dzisiejszego dnia również wręczył go dziewczynie, bez ceregieli rzucając coś o tym, że odda mu później.
Później, kiedy się rozejdą i każdy z nich podąży swoją drogą.
Um, Sasuke — zaczęła niepewnie, nie ośmielając się spojrzeć na przyjaciela. Czy cholera wiedziała, kogo. — Nie przewidujesz może, kiedy mogłab… moglibyśmy zastać cię w domu?
D o m.
Jedno krótkie słowo, tyle ciepła i bynajmniej nie chodziło o samo miejsce.
Sasuke Uchiha popadł w naprawdę długą zadumę, intensywnie wpatrując się w kompankę z drużyny i nie potrafiąc pozbierać myśli; przynajmniej to właśnie podejrzewała Sakura, ale nie mogła tego potwierdzić. Były to zbyt poważne zarzuty wobec kogoś takiego.
Nagle zdała sobie sprawę, że niekoniecznie chciała znać odpowiedź. Być może zaboli, być może zrobi kolejną nadzieję, a może rozwieje wątpliwości, może pozbawi chęci. Tęsknota znów się nawarstwiała i z trudem powstrzymywała się, aby nie dotknąć jego dłoni, klatki piersiowej, szyi, twarzy. Wsłuchać się w bicie serca.
Coś mokrego zbierało się w jej powiekach, coś nieprzyjemnego narastało w sercu.
Bała się i żałowała zadanego pytania. Ile miała jeszcze za nim tęsknić? Nie widywać go? Wpatrywać się w gwiazdy szukając tej kojącej otchłani? Albo chociaż jej namiastki?
Kątem oka lustrowała mimikę bruneta i przyłapała się nawet na miętoleniu czarnego materiału, jaki ją okrywał. A niech ją! Mogłaby przysiąc, że przez ułamek sekundy na twarzy Sasuke zagościł uśmiech!
Z jakiej cholernej okazji się uśmiechnął?
Co chodziło po jego głowie?
Jak ona chciałaby poznać jego myśli!
A gdybym — zaczął i zrobił krótką przerwę — dzisiaj wrócił na kilka dni lub nawet dłużej, do świąt lub wiosny, a później wyruszylibyśmy razem w podróż? Tylko we dwoje.
Odrętwienie, jakie dopadło jej ciało, było nie do opisania; krew odpłynęła jej z twarzy, serce wybijało niespokojny rytm, a ręce opadły bezwiednie wzdłuż tułowia.
Cholera, cholera, cholera!
— „Mówisz, masz” — pomyślała Sakura. — „Chcesz poznać jego myśli, dostajesz coś, przez co mogłabyś umrzeć, gdyby szok potrafił zabijać, Shannaro!” — dorzuciła w myślach i próbowała zebrać je do kupy, aby powiedzieć cokolwiek sensownego.
Na nic się to jednak nie zdało przez długą chwilę, aż w końcu Sasuke pokonał dzielący ich dystans i stanął tak blisko… za blisko!
Czy on naprawdę chciał, aby dostała palpitacji serca?
S-sasuke — wyjąkała, patrząc osłupiała w jego oczy i podziwiając ich głęboką czerń. — Dopiero co mówiłeś o pewnych sprawach, nad którymi wciąż musisz pomyśleć. N-nie chcę, abyś taką decyzję podejmował teraz zbyt pochopnie.
Znów to poczuła! Jego dłoń na swojej szyi! Przebiegły ją dreszcze tak silne, że momentalnie wzbudziły również inne drzemiące instynkty. Co więcej — oddech Sasuke zdradzał to samo, a jak się później okazało, gdy Sakura ułożyła dłoń na torsie mężczyzny, przyspieszony puls również to pokazywał.
Powiedzmy, że wczoraj zostałem pozbawiony większych wątpliwości. I że chciałbym w końcu poczuć się jak w domu trochę na dłużej niż kilka godzin — wymamrotał, a w uszach Sakury niemalże dudniło, gdy naparł na nią całym ciałem, zatapiając nos w zagłębieniu szyi dziewczyny.
Kolejny dowód na to, że dawna nienawiść Sasuke do przyjaciół miała swoje powody i najpewniej nie była ona taka prawdziwa.
— „To tylko niewinny uścisk, Sakura, tylko uścisk!” — przekonywała samą siebie gorączkowo.
Przecież była sroga zima, a ona wciąż go kochała.
LAYOUT BY OKEYLA